Kategorie: Wszystkie | Film | Literatura | Mix | Muzyka | Teatr
RSS
niedziela, 15 listopada 2009
Spotkanie z ks. Bonieckim

Opisywane w internecie jako wydarzanie literackie  spotkanie z ks. Adamem Bonieckim, redaktorem naczelnym Tygodnia Powszechnego, które odbyło się 26 października w Teatrze Ósmego Dnia w Poznaniu, w mojej ocenie w żadnym stopniu nie wpisuje się w powyższą kategorię. Było to wprawdzie już jakiś czas temu, ale z pamięcią nie mam problemów, a naprawdę nie pamiętam żeby padło tam chociaż jedno pytanie dotyczące literatury.

Z siedzącego na sali towarzystwa biła łuna wszechobecnego katolicyzmu. Czułam sie odrobinę jak w sekcie, której znakiem szczególnym jest obrączka - różaniec na palcu. Pytania zadawane Bonieckiemu dotyczyły tego, dlaczego ktoś już do gazety nie pisze, a dlaczego ktoś inny pisze, a dlaczego zniknęła ta kolumna, w której opisywane były parafie Polski, a dla dodania kolorytu okraszane były nie mającymi związku z niczym opowiastkami z życia prywatnego pytającego. Poza tym trochę o Rydzyku, o nakładzie.

Patrzyłam z zażenowaniem na poziom tego dyskursu intelektualnego. Na twarzy P. malował się raczej lekko ironiczny uśmiech. Tak, aż strach było zadać jakieś odważne pytanie, ponieważ istniało prawdopodobieństwo linczu, gdy tylko się zdemaskujemy - ja ze swoim agnostycyzmem, on z ateizmem.

To były dwie zmarnowane godziny, w trakcie których największą chyba perełką jaką usłyszałam było pełne bólu westchnięcie ludzi siedzących za mną - Boże, kiedy to się skończy..

Nie było nawet rozwinietej dyskusji na temat konieczności zmian w Kościele, jego obskurantyzmu i ewentualnej modernizacji. Ani słowa o potrzebie wykształcenia nowych rozwiązań dylematów moralnych i etycznych.I nie za bardzo dało się te tematy wprowadzić.

Smutne, że Ci ludzie kupili na to bilety po to, żeby zapytać dlaczego dany redaktor już nie pisze na łamach gazety.

Rozczarowana.

piątek, 30 października 2009
Kolejna jesień dla fałszywych intelektualistów

Jesień literacka, czyli dla większości czas ne bezrefleksyjne przyjmowanie werdyktów przeróżnych nagród literackich. Mamy za sobą Nagrodę Kościelskich, mamy Nike dla Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, Nobla dla mało u nas znanej Herty Mueller.Świetny czas na przemyślenie roli i rozumienia funkcji tych nagród.

Wyróżnione chociażby w tym roku nazwiska, dla większości pewnie są nowe.Z jednej strony osobiście czuję trochę żalu, bo jak o tym rozmawialiśmy swego czasu z P. [ zdarzają nam się mądre rozmowy] to ubolewaliśmy że nie docenia się klasyków. Taki Eco na przykład. Moim zdaniem nie ma porównania między nim a laureatką Nobla 2007 Doris Lessing. Ale komisja stawia na nowe, nieznane. Promowanie literatury. Z jednej strony może to dobrze, że stawiają na poszerzanie literackich horyzontów, odkrywanie nieznanego etc. Świetnie, pod warunkiem, że werdykty posłużą do zainteresowania potencjalnego odbiorcy, sprawią że ktoś sięgnie po wyróżnione pozycje, przeczyta, przemyśli i sam stwierdzi, że warto było, że dany pisarz zasłużył na uznanie. Tyle że obecnie te wszystkie nagrody to tak naprawdę idealne warunki do nakładania na siebie maski intelektualisty. Bo cóż jest bardziej elitarne niż kupienie i ustawienie na półce kilku ostatnio nagrodzonych książek? Od razu wydamy się sobie i innym fajniejsi i mądrzejsi. Ktoś komuś tam dał nagrodę, to szybko szybko do księgarni kupić książkę. Nieważne o czym to, i czy mi się podoba czy nie, ważne żeby mieć. W końcu skoro to laureat, to wielki musi być. Słowacki wielkim poetą jest!

Bezrefleksyjność zabija prawdziwe znaczenie tego wszystkiego. Osobiście próbowałam czytać Lessing,gdy dowiedziałam się że dostała literackiego Nobla. Doszłam do wniosku, że taka literatura do mnie nie trafia. Pewnie bym do niej nawet nie dotarła gdyby nie dostała nagrody, ale sam  fakt nie sprawia że od razu muszę uznać jej wielkość. Nie, nie muszę. To się nazywa świadomość i właśny rozum, a nie ślepe naśladownictwo. Tak samo miałam z Tkaczyszynem Dyckim, polskim Villonem.Na spotkaniu z poetą w ramach projektu Poznań Poetów który miał miejsce kilka miesięcy temu miałam styczność nie tylko z jego poezją, ale i z całą jego osobą. Nie powalił mnie na kolana, powtarzalność w wierszach wydawała mi się nużąca. Ale dostał Nike, więc może jest w nim coś, czego nie dostrzegłam. Przeczytam jeszcze raz, przeprowadzę ostateczną weryfikację i zobaczymy.

Problem jest w tym, jak wielu z nas nie rozumie, że nagłaśnianie tych wszystkich nominacji ma tylko służyć nam jako pokazanie kilku możliwości , nowości wydawniczych, ale nie jako bezdyskusyjne podanie do wiadomości czyjejś  twórczości z którą nie można polemizować.

No ale jesienią każdy głupi może przez moment udawać mądrego, a fałszywy intelektualizm jest w cenie. Lubimy się popisywać pustymi słowami, czy jak w tym wypadku nazwiskami, a te nagrody to idealna pomoc dla ludzi, których tak naprawdę literatura nie obchodzi, ale lubią być uważani za oczytanych.